Po raz kolejny okazało się, że wcześniejsze dokładne planowanie wakacji nie opłaca się. Ponieważ nasze plany urlopowe nie były dopięte na ostatni guzik, mogliśmy przyjąć nieoczekiwaną ofertę spędzenia kilku dni w Lozannie. Korzystając z gościnności wspaniałej rodziny Patiny pojechaliśmy zwiedzić francuskojęzyczny kanton Vaud w Szwajcarii.
Lozanna jest oddalona od Częstochowy o 1300 kilometrów,
zatem musieliśmy pokonać szmat drogi aby tam dotrzeć.
Przejeżdżając przez granicę niemiecko-szwajcarską nie
mogliśmy oprzeć się pokusie by choć rzucić okiem na
największy europejski wodospad w Schaffhausen. Wypływający tu
z Jeziora Bodeńskiego Ren spada z wysokości 23 metrów. Ilość
przepływającej wody to średnio 400 metrów sześciennych na
sekundę.
My oglądaliśmy wodospad zza rzeki, ale istnieje też
możliwość spojrzenia nań z zamku Laufen lub z tarasu
widokowego u podnóża zamku. Można również zafundować sobie
wycieczkę łódką do samego wodospadu. Dobija ona do skały
rozdzielającej prąd wodny i wchodząc po schodach możemy
znaleźć się w samym centrum szalejącego żywiołu.
![]() |
![]() |
My jednak spiesząc się do Lozanny pomknęliśmy autostradą na południe. W Szwajcarii obowiązują winietki na szybę zezwalające na korzystanie z autostrad. Są one ważne cały rok i kosztują 40 franków. Kupując na granicy trzeba uważać, gdyż proponowana sprzedaż za niemieckie marki jest mniej opłacalna.
Pogoda spłatała nam trochę figla i Lozanna powitała nas
deszczem. Odwiedziliśmy zatem pierwszego dnia tylko dzielnicę
Lozanny - Ouchy, dawną wioskę rybacką a obecnie turystyczny
port, gdzie pospacerowaliśmy wzdłuż brzegów Jeziora
Genewskiego. Nawet przy zachmurzonym niebie wysokie do 3000
metrów Alpy wznoszące się po przeciwnej, francuskiej stronie
jeziora robią niesamowite wrażenie.
Zasięgnęliśmy również języka w punkcie informacji
turystycznej, mieszczącym się w końcowej stacji metra. Można
tu otrzymać plan miasta oraz wiele ciekawych informatorów nie
tylko o Lozannie, ale i o całym kantonie Vaud.
![]() |
![]() |
![]() |
Pierwszym odwiedzonym przez nas miasteczkiem było Vevey. W
każdą sobotę odbywa się tu jarmark. Na głównym placu
pełnym straganów oprócz zakupów można również popróbować
szwajcarskiego wina, sera oraz posłuchać dętej orkiestry.
Niestety tylko to ostatnie za darmo. Miasteczko jest jednym z
dwóch kurortów Szwajcarskiej Riwiery (obok Montreaux). Łagodny
klimat, widoki na góry, ciepła woda w jeziorze, wspaniałe
winnice sprawiły, że okolice te chętnie odwiedzali artyści. W
okolicach Vevey mieszkał przez ostatnie lata swego życia
Charlie Chaplin. Do dziś przy deptaku nad brzegiem jeziora stoi
jego pomnik.
Pomiędzy Vevey, a Lozanną znajduje się niewielkie
średniowieczne miasteczko Lutry. Piękny deptak, a przede
wszystkim wąskie uliczki wśród starych kamieniczek ozdobionych
kwiatami to idealne miejsce na spacer w przeszłość. Spacer po
brukowanych uliczkach ułatwia oznakowana trasa z opisanymi
najważniejszymi zabytkami sięgającymi XI wieku. Z XIII wieku
pochodzi kościółek, będący pozostałością po klasztorze.
Najdziwniejsze, że prawie wogóle nie ma tu turystów. Podobnie
jak w wielu atrakcyjnych miejscach w Szwajcarii.
Zakończyliśmy dzień zwiedzając park z siedzibą
Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Krzysiowi najbardziej
podobała się fontanna zlokalizowana za budynkiem, gdzie
pluskają się dzieci, co ciekawe bardzo różnokolorowe. W parku
przy plaży całe rodziny murzyńskie, arabskie, azjatyckie i
europejskie urządzają sobie pikniki wylegując się na trawce i
zajadając mięsko z grilla.
Oczywiście korzystając z pogody zaliczyliśmy kąpiel w
Jeziorze Genewskim - pierwszą w czasie tych wakacji. Wzdłuż
brzegów jeziora znajduje się kilkanaście publicznych plaż,
gdzie można się pluskać w ciepłej i dość czystej wodzie do
woli.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Kolejny dzień postanowiliśmy spędzić w górach. Wspólnie z Jadzią, Lukiem i malutką Oceanią wybraliśmy się na szczyt Rochers de Naye (2041m). Można wprawdzie wjechać tu, prawie na samą górę pociągiem (latem wagoniki cięgnie nawet parowa ciuchcia), ale my zdecydowaliśmy się na wspinaczkę. Po dojechaniu na parking w Souchaux na wysokości 1200 metrów pozostałe 800 musieliśmy pokonać pieszo. Początkowo, z językami do pasa, szliśmy otoczeni chmurami i tylko z opowiadań Jadzi dowiadywaliśmy się jakie piękne są tu widoki. Na szczęście już na samym szczycie chmury rozwiały się i ujrzeliśmy panoramę Jeziora Genewskiego widzianego z wysokości 2000 metrów. Z końcowej stacji kolejki można przejść podziemnym tunelem na drugą stronę góry i wypić kawkę w kawiarni ze wspaniałymi widokami na lazurowe wody jeziora. Ten sam widok można zobaczyć po kilkuminutowej wędrówce na sam szczyt. Również widoki w stronę północno-zachodnią na Alpy Vaudyjskie wprawiają w zachwyt nawet wybrednych turystów. Spacerując po Alpach w drodze powrotnej, już bez dużego wysiłku (nie licząc Krzysia na plecach) porównywaliśmy je trochę z naszymi górami. Największą różnicą są chyba stada krów pasących się z dzwoneczkami na szyji na stromych zboczach. U nas łatwiej chyba o owieczki.
Dla pewnej odmiany kolejnego dnia pojechaliśmy do Genewy. Miasto nie zachwyciło nas. Być może z powodu nie najlepszej pogody, kłopotów z zaparkowaniem samochodu i swojej wielkości. Miasto, którego historia sięga czasów Juliusza Cezara, posiada wiele wspaniałych zabytków, ale najbardziej rzucają się w oczy zlokalizowane wzdłuż brzegu Rodanu i nie tylko siedziby najróżniejszych banków. Centrum jest zlokalizowane w miejscu, gdzie z Jeziora Genewskiego uchodzi Rodan. Tutaj znajduje się jeden z symboli Genewy - wyrzucająca wodę na wysokość 140 metrów fontanna. Cała zatoczka otoczona jest ogromnymi terenami parkowymi - jest gdzie pospacerować.
![]() |
![]() |
Starówka mieści się na południowym brzegu miasta. Najbardziej znaną jej budowlą jest 800 letnia katedra świętego Piotra oraz ratusz "Hotel de Ville" z XV wieku. Idąc w kierunku Rodanu zabytkowe budynki zaczynają się mieszać z nowoczesnymi centrami handlowymi. Najlepiej zakupy pamiątek robić jednak na Rue du Mont Blanc znajdującej się już po drugiej stronie rzeki. Dalej w kierunku północnym mieszczą się siedziby organizacji międzynarodowych - ONZ i Czerwonego Krzyża. Niestety nie udało się nam wejść nawet do parku wokół Pałacu Narodów nie mówiąc o samym budynku. Otrzymaliśmy informację, że wejście jest możliwe tylko z przewodnikiem i to o określonej godzinie i musielibyśmy bardzo długo czekać.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Przepięknym miasteczkiem jest Gruyere. Położone u podnóża
Le Moleson i otoczone przez wiele innych szczytów jest bardzo
malownicze. Najpierw odwiedziliśmy jego współczesną część.
Tu przyjeżdża się aby zwiedzić fabrykę sera. Twórcy
fabryki-muzeum starają się oddziaływać na wszystkie zmysły
zwiedzających. Przede wszystkim można na własne oczy zobaczyć
jak z 400 litrów mleka po odpowiedniej obróbce
termiczno-enzymatycznej formuje się 35 kilogramowe krążki
sera. O całym procesie opowiada w kilku językach narrator
("producent" mleka) krowa. Dodatkowo można powąchać
wiele zapachów natury od traw, kwiatów, aż do serów. W cenie
biletów jest także skosztowanie trzech rodzajów sera
produkowanych w tej fabryce.
Do Gruyere przyjeżdża się również aby wejść do zamkniętej
dla ruchu kołowego starówki z XV-wiecznym zamkiem. W
położonym na wzgórzu, otoczonym murami obronnymi miasteczku
wszystkie ozdobione kwiatami budynki to hotele, restauracje,
sklepiki lub muzea. Oprócz historycznego muzeum na zamku w
jednej z kamienic mieści się muzeum HR Gigera, który robił
dekoracje do filmu "Obcy".
Tutejszym przysmakiem są bezy, jedzone z bardzo gęstą
śmietaną (50%). Smakowały szczególnie Krzysiowi.
![]() |
![]() |
Drugim, a może nawet pierwszym zważywszy na ekskluzywne hotele, kurortem nad Jeziorem Genewskim jest Montreaux. W jego pobliżu leży zbudowany tuż nad jeziorem zamek Chillon. Mający swe początki w mrokach średniowiecza z murami z XI-XIII wieku bywał natchnieniem dla wielu poetów. To tu przez cztery lata przykuty do filara w lochach cierpiał opiewany przez Byrona przeor Bonivard. Zwiedzanie wielopoziomowego zamku bardzo ułatwia otrzymywana w kasie broszura dostępna też w języku polskim. Nie ma w zamku ogromnych ilości eksponatów muzealnych, ale same walory architektoniczne i widoki z okien na jezioro i Alpy są wystarczającym powodem, dla którego watro odwiedzić zamek. Nieopodal zamku znajduje się bardzo urokliwa plaża ze wspaniałym widokiem zamku.
Rewelacyjną wycieczką dla naszego Krzysia był wyjazd do
Bouveret i mieszczącego się tam Swiss Vapeur Parc -
miniaturowego miasteczka kolejowego. Wybudowane z wielką
dbałością o szczegóły na obszarze 12000 metrów kwadratowych
jest miejscem doskonałej zabawy dla najmłodszych. Już sam
spacer wśród modeli rzeczywistych budynków (zamków,
kościołów, sklepów itp.) oraz lini kolejowej z dworcem,
wiaduktami i tunelami jest atrakcją, a co dopiero przejazd
kolejką ciągniętą przez spalinową lokomotywkę lub
miniaturową ciuchcię parową. Można jeździć do woli w cenie
biletu i chociaż pojedynczy przejazd trwa dość długo dopiero
po trzech rundach udało nam się ściągnąć Krzysia z
wagonika.
Niedaleko Bouveret odwiedziliśmy jeszcze zamek w Aigle.
Mieszczą się tu dwa muzea: wina i etykietek na butelki z win. W
tym pierwszym można obejrzeć historyczne metody produkcji wina
od uprawy winorośli aż po procesy magazynowania gotowego
napoju. Jest tu również kolekcja naczyń związanych z
przechowywaniem wina oraz jego spożywaniem. Wszystko to mieści
się w salach XII wiecznego zamku położonego wśród
uprawianych pól winorośli. Muzeum etykietek mieści się w
budynku obok i pokazuje jak wiele jest krajów gdzie uprawia się
winorośle. Nie mieliśmy pojęcia, że tak dużo wina produkuje
się w Ameryce Południowej. Znaleźliśmy również etykiety z
owocowych win z Polski z lat pięćdziesiątych bodajże
"Ślązak".
![]() |
![]() |
Korzystając z faktu, że Szwajcaria to kraj nieduży i
odległości pokonywane są autostradami postanowiliśmy zajrzeć
również nad drugie duże jezioro - Neuchatel. Pojechaliśmy
najpierw do Grandson, gdzie znajduje się wspaniały zamek z
XI-XIV wieku. W zamku znajduje się niezła kolekcja
średniowiecznego uzbrojenia oraz makiety bitew z XIV i XV wieku
między federacją kantonów szwajcarskich a Burgundią.
Historię tych zmagań, które doprowadziły do umocnienia i
rozszerzenia Szwajcarii, można prześledzić na diaporamie
prezentującej w kilku językach najważniejsze wydarzenia tego
okresu. Zobaczyliśmy średniowieczne wyposażenie zamku - od
sali tortur, przez komnaty gościnne aż do sypialni. Co ciekawe
sale reprezentacyjne są wynajmowane na różnego rodzaju
imprezy. Chociażby na wesele po romantycznym ślubie w zamkowej
kaplicy. Największa niespodzianka czeka jednak na zwiedzających
na parterze zamku (a może to już były piwnice?). Zebrano tu
większą ilość "old-timerów". Obok samochodów
nawet XIX-wiecznych stoją równie stare motory i bicykle o
najróżniejszej konstrukcji. Przy niektórych pojazdach
zastanawialiśmy się jak to wogóle jeździło. Ozdobą kolekcji
jest samochód Churchila oraz Rollce-Royce Grety Garbo.
Kolejnym miasteczkiem nad jeziorem Neuchatel jest
Yverdon-les-Bains. Pomimo tego iż jest to dużo starsze i
większe miasteczko, a dodatkowo trwają prace przygotowawcze do
przyszłorocznej wystawy EXPO my skoncentrowaliśmy się
głównie na kąpieli i wypoczynku nad jeziorem w przepięknym
parku. W centrum miasteczka jest wprawdzie zamek i wąskie
uliczki między zabytkowymi kamieniczkami mają swój urok, ale
ciepła i płytka woda zatrzymała nas całe popołudnie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Korzystając z pięknej słonecznej pogody wybraliśmy się na
kolejną wyprawę w góry. Tym razem już do kantonu Vallise w
masyw Mont Blanc.
Po dojechaniu do Champex wsiedliśmy na krzesełka wyciągu,
który zawiózł nas na wysokość ponad 2000 metrów do podstawy
skalistego szczytu La Breya. Trawersując wzdłuż grzbietów
mozolnie wspinaliśmy się coraz wyżej na szczęście nie
widząc, że z dzieciakiem "na barana" było to trochę
niebezpieczne. Wszelkie widoki początkowo zasłaniały chmury,
wśród których przyszło nam iść. Po godzinnym marszu chmury
rozwiały się, a my doszliśmy do rozległego, płaskiego
wąwozu pełnego pasących się na wysokości 2460 metrów
owieczek. Dopiero od tego miejsca zaczęła się prawdziwa
wspinaczka. Spory wysiłek wynagradzały nam wspaniałe widoki na
okoliczne trzytysięczniki, a w końcowym odcinku na lodowiec
d'Orny, który był naszym celem. Po raz pierwszy w życiu
słyszałem i widziałem (niestety z daleka) świstaka.
Dotarliśmy do schroniska Cab d'Orny na wysokości 2840 metrów
odrobinę zmęczeni. Krzyś nie mógł nacieszyć się śniegiem
w lecie. Nie zdecydowaliśmy się na dalszą wspinaczkę.
Godzinkę wyżej było kolejne schronisko i widoki na
czterotysięczniki, ale trzeba już iść po śniegu, a my nie
mieliśmy odpowiedniego sprzętu, a dodatkowo dzieciaka na
głowie. On najszybciej odczuł rzadkość powietrza - w drodze
powrotnej spał smacznie niesiony przez tatę. Nie jest to
jeszcze wysokość przy której brak powietrza, ale pewien
dyskomfort oddechowy daje się zauważyć. Dopiero w drodze
powrotne już w pełni mogliśmy podziwiać widoki na okoliczne
wierzchołki oraz na doliny i miejscowości u podnóża gór.
Wracając już samochodem zatrzymaliśmy się jeszcze w Les
Valletes by obejrzeć wąwóz rzeki Durnand. Krótka, godzinna
wycieczka po 130 letnich drewnianych schodkach i pomostach
wzdłuż 14 kaskad trochę przypomniała nam klimat Słowackiego
Raju. Tam jednak było się bliżej żywiołu. Tu ogląda się
spadające z gór masy wody z pewnej wysokości. Na pewno jeszcze
ciekawiej jest tutaj wiosną w czasie roztopów.
![]() |
![]() |
![]() |
Jedną z ostatnich wycieczek, która doszła do skutku dzięki uprzejmości Jadzi i Luka, była nauka wspinaczki u podnóża Tour de Femelon. Po dojechaniu do schroniska Pierre de Moelle i godzinnym podejściu dotarliśmy do pionowej skałki o sporych rozmiarach, która jest miejscem nauki wielu początkujących alpinistów. Wytyczonych jest tu wiele krótkich ścieżek o różnym stopniu trudności. Korzystając z porad i sprzętu doświadczonych w tym względzie Jadzi i Luka próbowałem pokonywać te łatwiejsze i z niedowierzaniem spoglądałem na wspinające się obok 4 i 5-latki. Kiedyś trzeba było zacząć. Przy mojej sprawności fizycznej nie będzie ze mnie zawodowca. Wieczorem zajadaliśmy się jeszcze przygotowaną przez Jadzię szwajcarską potrawą narodową - serem Raclettee.
Zbliżał się nieuchronnie termin naszego wyjazdu, a my jeszcze nie zwiedziliśmy miejsca naszego pobytu - Lozanny. W mieście , którego historia sięga początków średniowiecza, a nawet czasów rzymskich, obowiązkowo trzeba zobaczyć Stare Miasto. Jego główną atrakcją jest 800-letnia Katedra Notre-Dame,700-letni kościół św. Franciszka i 600-letni pałac St-Maire. Ciekawe architektonicznie budynki spotyka się tu jednak na każdym kroku i to zarówno w centrum, jak i w niezliczonych wprost parkach. Spacerując po mieście uderza różnorodność jego mieszkańców. Nie widziałem jeszcze w żadnym mieście tylu obcokrajowców. Podobno w Szwajcarii w miarę łatwo o prawo pobytu stałego mając pracę, ale bardzo trudno o szwajcarskie obywatelstwo.
![]() |
![]() |
Z ogromnym żalem opuszczaliśmy Lozannę, ale nasze plany wakacyjne zrealizowaliśmy dopiero w połowie. Postanowiliśmy jeszcze po drodze zobaczyć inne rejony Szwajcarii przynajmniej z okien samochodu. Niesamowite wrażenie sprawiają wioski górskie w niemieckojęzycznej części. Malowniczo położone na zboczach Alp domki, wszystkie z jednakowego, ciemnego drewna są dodatkowo przyozdobione ogromnymi ilościami kwiatów. Czuliśmy się jak w jakiejś bajce.
![]() |
![]() |
Pokonując przełęcz Nufenen z widokami na ośnieżone szczyty
wjechaliśmy do kantonu Ticino - włoskojęzycznego.
Zatrzymaliśmy się jeszcze w jego stolicy Bellizzonie. Miasto w
którym znajdują się 3 średniowieczne zamki zaskoczyła nas
zupełnym brakiem turystów i mieszkańców. Ulice puste, prawie
nie uświadczysz żywej istoty. Same zamki zdecydowanie lepiej
prezentują się z oddali. To już nie zwarte budowle zamków
zwiedzanych przez nas dotychczas. Tutaj ogromne dziedzińce
otoczone są przez długie mury. Najciekawiej miasteczko wygląda
z najmniejszego i najwyżej położonego zamku, do którego
można dojechać krętą szosą samochodem. Po zwiedzeniu
tutejszej katedry wsiedliśmy do samochodu i pomknęliśmy do
niezbyt już odległych Włoch.
Praktyczne informacje:
[Turcja] [Costa Brava] [Hiszpania] [Babia Góra] [Bieszczady] [Słowacja]
[Kreta] [Słowacki Raj] [Meiningen] [Węgry] [Lublin]
[Szklarska Poręba] [Babia Góra 2001] [Szwajcaria] [Wenecja] [Chorwacja] [Roztocze]
[Londyn] [Syria] [Ukraina] [Kraje Nadbałtyckie] [Słowacja] [Krym] [Rumunia] [Moskwa]
[Maroko] [Paryż] [Azerbejdżan Gruzja Armenia]